__po kongresie

Byłem, udało się. Dzięki wielkiej wierze Janki – serdeczne dzięki i wielu dobrym duszom. Wszechświat ewidentnie sprzyjał temu wyjazdowi. Wszystko się przepięknie układało. Warto było jechać. Jakolwiek zmęczony wciąż jestem to i tak czuję, że dużo mi to dało. Nowe kierunki, nowe siły. Wszystko zmierza we właściwym kierunku. Otrzymałem potwierdzenie.

Autori to świadomy człowiek. Kanał Światła świadomy swej roli. Jest tym kim my kiedyś będziemy, tym czym teraz kilku z nas chce być a kilku nawet nie myśli o czymś takim lub myśli z… niechęcią.

Jakkolwiek kanał brzmi tak sobie to na pytanie Autoriego kto chce być kanałem Światła prawie wszyscy podnieśli ręce. Właściwie to nie podnieśli chyba tylko Ci co już byli lub tak uważali lub Ci którzy byli zbyt zamknięci by to zrobić.

Wszyscy twierdzili, że to bardziej przypomniało warsztat niż kongres. Nie wiem. Nie byłem na poprzednich tego typu wydarzeniach, nie mniej podobało mi się. Do póki Autori nie powiedział żebyś pozostawili wszstkie oczekiwania i wtedy się dopiero zaczną dziać cuda to tak na prawdę nie miałem tych oczekiwań… 🙂 ale jak to powiedział to od razu mnie dopadło… ooo to tu się będzie działo! pomyślało mi się…. może teraz wreszcie się wyswobodzę? Może teraz odzyskam swoje życie? Niestety. Chyba właśnie w momencie jak o tym pomyślałem to się zablokowałem i sparawa zrobiła się jasna… znaczy ciemna 😉

Kongres Światła wniósł w moje życie świadomość Światła. To o czym myślałem w sposób taki dość niespracyzowany i bezpłuciowy nagle staneło przede mną  i spojrzało mi w oczy. Określenie siebie w stosunku do Światła przyszło mi dość łatwo. "No tak przecież tak jest… nie może być inaczej…" tylko jak zwykle spodziewałem się fajerwerków… moja gonitwa za uznaniem, za wyróżnieniem za uwolnieniem a może za zaspokojeniem swoich rządz i egoizmu szalała i szumiała mi w głowie skutecznie zatykając usta i zamykając dopływ świerzych myśli i zabijała moją spontaniczność i luz… przywyczaiłem się do tego.. chyba… jak zwykle, gdy dzieje się coś takiego, gdy pojawiam się w towarzystwie nowych ludzi natychmiast zaczynam odgrywać jakiś nieświadomy teatyrzyk mający na celu wydębienie energii. Czasem się udaje ale za zwyczaj jest to zwykła, żałosna strata czasu. Niestety dość trudno jest mi się z tego wyswobodzić… 

Dokoła pełno pięknych dusz, otwartych serc i wiele radości, spontaniczności a ja siedzę zabarykadowany w swojej wierzy i macham husteczką… jak debil 😉 to ja mam być kurrrr rycerzem a nie …. co ja robię? Gdzie ja jestem? W co ja się bawie? Dlaczego nie potafię się zachowywać jak mężczyna tylko jak dziewczynka? Muszę coś z tym zrobić… bo… szkoda życia.

Autori mi powiedział żebym się zagrntował. Wszystko jasne. To, że jestem niezagrnuntowany to widać wszem i wobec… noszę chyba nad głową wielki szyld, niezgruntowany, wystraszony i niepewny, ostrożnie, otaczać opieką… co wyzwala czasem odruchy co u nie których osób, zwłaszcza tych z matyczymi odruchami… Wszechświat ciągle mi mówi, że moja pempowina ciągnie się jak mur chiński i a gdzie moja męskość? Pod którymś paznokciem? Znajdę. Brak mi ugruntowania. Jasne, że brak. Właśnie myślę co by tu zrobić w tym temacie. Muzyka, tańce, rytuały a może po prostu siłownia i praca? Wielki, łysy cham walący w ryja nie ma pewnie problemów z ugruntowaniem ale chyba mu nie zazdroszczę;)

Jestem zmęczony. Ciężko mi się myśli. nie wiem czy powiniem to pisać wszystko… piszę, bo może komuś się to przyda i jakoś się zainspiruje tym co czyta, ja piszę aby się poznać, określić. Pisanie dużo daje.  Kongres dużo mi dał. A ile rzeczy jeszcze się odkryje. Zobaczymy…

Pozdrawiam 🙂 

Dziel się Dobrą Energią
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

I accept the Privacy Policy