“Jeszcze”

Można by żartem powiedzieć, że to prostackie określenie naszego cyklu biologicznego 😉 ale chodzi mi o coś innego. Często przyłapuję się na tym, że używam tego słowa by uspokoić kogoś, komu obiecałem, że coś zrobię. Komuś lub siebie samemu. Zobowiązałem się do czegoś ale nie robię tego z różnych czasem ważnych przyczyn, a czasem bo mi się po prostu teraz nie chce ale dzięki temu „jeszcze” mam to jakby na pasku zadań z napisem „do zrobienia” i na pewno zostanie zrobione… tylko kiedy i czy aby na pewno „na pewno do zrobienia”?

„Jeszcze” to jak się okazuje manifestacja mojej nadziei, że jednak tego nie będę musiał robić. Że po odwlekam trochę i może mi się uda i nie będę musiał tego w ogóle robić. Skąd się to wzięło? Tropy myślowe znów wróciły do wychowania z domu, kiedy to Mama mówiła, posprzątaj, poukładaj, poodkurzaj, itp., ja mówiłem „już, zaraz” a na Jej kolejne pytania – „zrobiłeś już?” Padała odpowiedź „jeszcze” czyli „tak, wiem, miałem zrobić, zrobię, ale jeszcze nie zrobiłem, jeszcze jestem w tracie robienia (nieważne, że robię inną rzeczy lub nic nie robię) więc tak naprawdę to daj sobie i mi spokój no bo przecież to robię… tylko, że akurat jeszcze nie zrobiłem w tej chwili”. Czyli wymówka, ucieczka. Z dzieciństwa nauczyłem się też tego, że Mama po jakimś czasie przychodziła i z mniejszym lub większym narzekaniem jaki to ja nie jestem leń patentowany i że wszystko musi za mnie robić – sama robiła to co miałem ja zrobić, a więc moje „jeszcze” działało fantastycznie – dawało mi wymówkę „że przecież robię” a jednocześnie sprawiało, że się samo (poprzez niecierpliwą i nadopiekuńczą Mamę) robiło. Więc „jeszcze” weszło w standardy mojego życia… teraz mam 40 lat i JESZCZE się z tym wszystkim męczę…

„Jeszcze” sprawia też, że sprawy do wykonania się nawarstwiają. Nie zrobiłem „jeszcze” jednej rzeczy a tu już mi wpadają dwie następne, które też „jeszcze” robię. Dochodzą następne i następne i w końcu stwierdzam, że no przecież się nie rozerwę 😉 i nic nie robię… bo zapominam, uciekam i…. czekam aż ktoś inny to zrobi. Sprytne… strategia małego chłopca kiedyś może i była dobra do przetrwania i wywierania zemsty ale teraz… w dorosłym życiu jakoś nie koniecznie się sprawdza.

Czyli „jeszcze” sprawia, że ciągle odwlekam z nadzieją, że coś mi się uda, że gdzieś, coś zostanie zrobione za mnie. I teraz, szczerze mówiąc wstyd mi się trochę zrobiło, że mam taki, wydawało by się bardzo dziecinny schemat zachowań wciąż tak bardzo aktywny w moim życiu. Jak to się mówi: dopóki się nie obudzisz, nie będziesz wiedział, że śnisz… Jednak jest taki program i generalnie rozwala mi życie, bo wytworzyły się bardzo obecnie już niekorzystne nawyki myślowe:

  • brak odpowiedzialności za siebie (ciągle liczę, że ktoś, pierwotnie mama coś za mnie zrobi),
  • dwa, odkładam na później, czekając aż sprawa zrobi się gardłowa, trzeba będzie wszystko robić w ostatniej chwili i na gwałtu-rety. Dlatego jeśli coś spiepszę w pośpiechu, to będę miał wymówkę, że to dlatego, że było mało czasu… znów pole do tego by się wyłożyć i zwalić na kogoś/coś z zewnątrz (np. pospiech).
  • Trzy, obniżam wciąż samozaufanie i swój własny autorytet. Dlaczego miałbym czuć się silnym, skoro ciągle mi wmawiają że jestem gałgan i gamoń, leń i nic nie potrafię… „mówisz – masz” „na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Tkwię w schemacie, który nie pozwala dorosnąć. Niestety ale podświadomość nie zna czasu, dla niej wszystko dzieje się teraz. Więc jeśli usłyszało się negatywne słowa o sobie i nie zostały one zastąpione, zniewlowane pozytywnymi to te negatywne wciąż grają w naszej podświadomości determinując nasze życie. Nie wiażne kiedy się to wydarzyło ani ile masz lat. Tak działa nasza podświadomość.

Najciekawsze w tym jest uciekanie przed odpowiedzialnością, bo to tak jakby się wciąż chciało mieć 5 lat i chciało się zwalać wszystko na rodziców. Każde rzucone „jeszcze” w momencie gdy się miało coś zrobić, a siedzi się i przegląda Wirtualną albo Fejsa – czyli generalnie marnuje się czas i ucieka w zabawę, rozrywkę jest dziecinnym zachowaniem, które świadczy o wybrakowanym rozwoju, o życiu przeszłością skrzywdzonego dziecka. O tym, że nasza świadomość zacięła się gdzieś na poziomie dziecka. Że gdzieś to dziecko nabrało wewnętrznych przekonań, że tak może być i że tak można działać i że „jakoś to będzie’ i często, taki złośliwy, przekorny dzieciak tkwi w człowieku całe życie.

Pytanie teraz za 100 punków – chcemy tak dalej żyć, czy nie. Jeśli chcemy, to ok, nie robimy z tym nic, choć już samo to, że to dostrzegliśmy zmienia sprawę. Jeśli nie chcemy tak z tym żyć to… wystarczy, że to dostrzegliśmy, że chcemy i naszą intencją jest to zmienić i być dorosłym i odpowiedzialnym – samo to już sprawi, że ten schemat zachowania zacznie się rozpuszczać, a my stopniowo będziemy odzyskiwać poczytalność, dorosłość i odpowiedzialność.

Jeśli ktoś może niech jeszcze skorzysta z pomocy osoby, która pomoże całościowo i szybko rozwiązać cały ten energetyczny schemat poprzez uwolnienie, uzdrowienie, zharmonizowanie i przetransformowanie w Światło, to co się do tej pory działo źle, było w cieniu i się wynaturzyło. Czyli, to co nas do tej pory hamowało, teraz będzie nam dawać siłę. Tutaj polecam pracę z Jolą Lazarowicz, która bezbłędnie i docelowo potrafi przeprowadzać tego typu procesy. Sam pewnie też już będę potrafił bardzo pomóc, niech tylko się z tego wszystkiego odkopię. W końcu po coś to jest.

Tym tekstem też otwieram nowy dział na Drogowskazie „Z pamiętnika Maminsynka”, bo doświadczenia jakie zebrałem przez te lata są bezcenne i widzę, że wiele osób cierpi z tego powodu bo tak naprawdę to matki nie potrafią być matkami, a ojcowie ojcami – tutaj nie piszę tego absolutnie z żadnym zarzutem do kogokolwiek. Wszyscy jak tu jesteśmy wiedzieliśmy na co się piszemy, do jakiej rodziny się inkarnujemy i jakich będziemy mieli rodziców i dzieci, w jakim kraju i społeczeństwie przyjdzie nam dorastać. Wszystko jest umówione więc nie ma tutaj złych kroków, są tylko jeszcze nie zrozumiane i jeszcze nie uświadomione. Każdy powinien czuć dumę, że tu jest i doświadcza na tej cudnej Planecie.

Większość z nas ma problemy o których pisałem wyżej – tylko, że są one zagłuszone skutecznie przez dobre sposoby działania, przez silną wolę. Ale 99,9% z nas ma w sobie zranione dziecko, które w jakiś sposób ucierpiało w dzieciństwie i teraz w nas żyje i kształtuje nasze doświadczenie. Uzdrowić swoje wewnętrzne Dziecko to podstawa, tak samo jak odnaleźć swoich wewnętrznych Rodziców. Ten świat wewnętrzny jest o wiele większy niż ten na zewnątrz i też ten wewnętrzny determinuje ten zewnętrzny. Ale to innym razem 🙂

A cykl podejrzewam, że będzie ciekawy i inspirujący… 😉

Dziel się Dobrą Energią
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •