Konspiracje i manipulacje… w jakiej sztuce grasz?

Właśnie odkryłem u siebie bardzo silny program, który cały mój świat okraszał piętnem podejrzanego, nieprzyjacielskiego i który trzeba był z inwigilować… domyślam się skąd, od Kogo to mam i dlaczego… oczywiście po Rodzicach, bo to po Nich dziedziczymy wszystko. Przejmujemy od Nich programy po to, aby spłacić dług, jaki zaciągamy rodząc, inkarnując się na Ziemi i zobowiązujemy się wypełnić daną drogę, schedę rodową i albo ją rozwiązać albo przekazać dalej, aby nasze dzieci mogły ją rozwiązać.

Tutaj temat jest dość ciekawy, bo okazuje się, że mając w głowie konspiracyjny klimat wszystko w swoim świecie organizuję tak, aby ta konspiracja była uzasadniona… jakkolwiek moi Rodzice może mieli powód by takimi być to ja nie mam, ale ponieważ przejąłem od Nich ten(i wiele innych) program, więc gram w nim i to zazwyczaj nieświadomie… dopóki go nie rozwiążę, a wcześnie – rozpoznam, zauważę. Wszyscy gramy w te programy nieświadomie… w momencie, gdy pojawia się światło świadomości to wszystko pryska… to, dlatego świadomość jest podstawową sprawą, nad jaką powinniśmy pracować i tak właściwie to ona jest najważniejszą, wręcz jedyną rzeczą, nad którą pracujemy obecnie na Ziemi.

Konspiracyjny klimat zakłada, że stwarzam sytuacje, na szczęście nie wszystkie, ale wiele takich, w których powinienem się maskować i ukrywać… to sprawia, że wybieram podświadomie sytuacje gdzie nie mogę sobie porozmawiać, zachowywać się normalnie, bo to dla mnie nie normalne.. Normalne dla mnie jest to, że się człowiek ukrywa i konspiruje… takie małe schorzenie umysłowe…

Ok., poczułem się nieco lepiej i obśmiałem całą tę sytuację, ale co dalej, co z tego, do czego to prowadzi i po co to było… oprócz potencjału zmian, oprócz tego, że zainwestowałem w to dużo czasu i energii też zgłębiłem chyba dogłębnie temat konspiracji i manipulacji… to, dlatego mnie to wciąż tak ciśnie… konspiracja ma to do siebie, że człowiek żyje w dwóch światach, jak by więcej niż jedna osoba była w nas… jedna, oficjalna, roześmiana, z którą chętnie się utożsamiam i ta druga, o której nie wiem… ona działa cały czas… ta pierwsza tylko czasami… to konspiracja jest ciągle włączona, bo jest zrzucona do nieświadomości…, jeśli coś jest nieświadome to działa cały czas… to jest sprawa do odkręcenia.

Wiele rzeczy mi się zaczyna wyjaśniać na temat tego, kim jestem i jak działam. Okazało się na przykład, że obiekty na temat, których konspiruje, na przykład Chrześcijaństwo wcale nie są ważne… to tylko obiekt… równie dobrze mógłbym konspirować na każdy inny temat… to trochę dziwne, ale też rzuca to trochę światła na to, dlaczego tak mam…. Skąd tak silne, konspiracyjne zacięcie się pojawiło w mojej linii rodowej… Teraz, dzięki temu, że sobie to uświadomiłem zupełnie inaczej patrzę na całość… na siebie, na swoje działania, na swoje zachowania… nie przywiązuję się do wyniku.. do efektu… nie zależy mi na tym i tutaj pewnie skończy się moje drążenie i szukanie prawd na temat Chrześcijaństwa… powiem, co się dowiedziałem do tej pory, podsumuję sprawę i tyle, Przechodzę na „inną planszę” jak to Monika mówi…

„Problem” wcale nie tkwi w ludziach wokół… w świecie wokół… w niczym, co jest na zewnątrz nas… to wszystko, co widzimy, wszyscy ludzie, z którymi się zadajemy, których spotykamy to efekt, wynik przekonań i programów, jakie mamy w naszej głowie…, jeżeli potrzebujesz konspiracji będziesz generował sytuacje, w których będziesz się mógł tak czuć. Jeśli potrzebujesz ubóstwa to tak też Ci się będzie działo…, jeśli wierzysz w świat przemocy i niesprawiedliwości tak też będzie…, bo „według wiary waszej dziać się Wam będzie”… a Ty? W co wierzysz? Jak patrzysz na świat… nie wiesz? Wiesz.. Spójrz wokół… on krzyczy wręcz do Ciebie tym, co masz w głowie, sercu i o czym myślisz… naprawdę tego chcesz? Masz tylko to co tak naprawdę chcesz…

Jeśli my, Polacy będziemy wciąż się uważać za ofiary, ciemiężony naród, pełen kompleksów i dumy to też i tak się nam będzie działo… będziemy wciąż dostawać powody by coraz bardziej się tak czuć…  świat cierpliwie generuje to co mu swoimi sercami wysyłamy, programujemy… cierpliwie… choć już czas na tego typu eksperymenty się skończył i zrzucane są zasłony nieświadomości… teraz już wszyscy będziemy musieli otworzyć oczy i popatrzeć na rzeczywistość którą sami współtworzymy.

Piszę ten tekst, aby sobie to wszystko ułożyć, bo wiele rzeczy się wyjaśniło ostatnimi godzinami… na przykład moje skłonności do uciekania.. Masz coś takiego? Jak jest jakaś sytuacja niewygodna, niekomfortowa, w której nie wiem jak się będę czuł to uciekam… wymyślam jakieś wymówki by tego nie robić, nagle się coś dzieje… osuwam się w siebie, czyli uciekam mentalnie, myśli uciekają, mózg się wyłącza i przechodzi w tryb ucieczki lub walki…, ponieważ ani uciekać fizycznie nie mogę ani do walki też przysposobiony raczej nie jestem, więc uciekam w obserwację, nieobecność… nie ma mnie.. jest jakiś obserwator… program ucieczki u mnie jest bardzo silny… nie ma na przykład problemu dla niego, aby wygenerować chorobę… to jak kichnięcie… wszystko, aby uciec przed sytuacją, którą przecież sam wygenerowałem…. Tak sobie to staram się wszystko wytłumaczyć, ale przecież oczywistym jest, że to sam sobie robię… i tu się kłania brak zaufania do świata, siebie i ludzi…

Uciekanie – 0 punktów. „Są dwa typy ludzi na Ziemi.. Ci, co uciekają przed bykiem i Ci, co łapią go za rogi…” to z „zapachu kobiety”… niezwykle trafne….

Ale tak sobie pomyślałem, że świat się „nieco” zmienił… zupełnie inni ludzie dookoła. Kurna chata! Przecież oni nie są po to abym nimi manipulował, ani po to abym przeciwko nim spiskował.. To ludzie. Inne wersje mnie samego… a ja tu spiskuję przeciwko i manipuluję… jakiś nienormalny jestem! Byłem 😉 teraz to widzę więc nie nieeee, o nieee już nie ze mną te numery.. Już jestem normalny… zwracam wszystkim ich wolność. Już nie musicie ogrywać dla mnie żadnej roli… jesteście wolni… i ja też… wybieram coś innego… wybieram bycie sobą…. Czyli kim? Wami też;) nie jestem normalny… „i dobrze mi z tym… bez dwóch zdań…” życie jest w każdym razie za krótkie by bawić się ciągle w nieświadome odgrywanie ról, które ktoś inny, nasi przodkowie, nasze społeczeństwo odgrywało… dopiero kiedy zdamy sobie z tego sprawę, w pełni uszanujemy to, bo to naprawdę wspaniała sprawa to dopiero wtedy naprawdę zaczniemy żyć…

Hej, jeśli nie muszę grać słabego i wylęknionego, to zmieni się wszystko, wokół bo ludzie, którzy mi zapewniali odpowiednie warunki sceniczne albo zmienią się albo zmienią się oni, odejdą a pojawią się inni, potrzebni mi do odegrania kolejnej roli, którą mam zamiar zainscenizować. Jestem reżyserem mego przedstawienia. Nie statystą w czyimś teatrze, choć to też na pewno jest, bo jestem częścią czegoś większego, potężnego spektaklu zwanego przebudzeniem planety wiec takich jak ja herbatników znajdzie się całe mnóstwo… i o to chodzi…

Zwalimy ludzi z obowiązku, aby odgrywali dla nas rolę kata…, jeśli zrzekniemy się odgrywania wciąż i wciąż roli ofiary… podarujemy sobie i im wolność… warto zrewidować świadomie swe przekonania… cały świat jest dla Ciebie lustrem tego w co wierzysz i jakim przekonaniom hołdujesz… tylko pamiętaj, zero ocen i użalania się… przyjmij wszystko odważnie, sercem… jeśli to poczujesz, „przyjmiesz na klatę” jako swoje produkcje to otrzymasz też i prawo do zmiany wszystkiego co Ci już nie odpowiada… jednak aby tak było musisz rozpoznać, że za wszystko Ty odpowiadasz….

Powodzenia na Twej Drodze! Gdy nią świadomie ruszysz znajdziesz wiele wsparcia i słonecznych Towarzyszy. „Ubaw po pachy” J

 

Dziel się Dobrą Energią
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

I accept the Privacy Policy