Nasza wewnętrzna galaktyka

Jesteśmy instancją duchową, świadomością żyjącą w ciele fizycznym. To ciało jest osadzone w rzeczywistości materialnej i z tego raczej sobie zdajemy sprawę, ale jest to ogromnym uproszczeniem, które teraz będzie się krystalizowało w głębszy, bardziej klarowny i odpowiedni obraz. Nasza wewnętrzna galaktyka to nasze ciało, nasz umysł, nasze narządy, nasza krew, nasze komórki, atomy, molekuły… wszystko ma swoją świadomość, wszystko jest połączone w jeden ocean życia, który w pierwszej kolejności gromadzi się w tkanki, później w organy a w końcu w nasze ciało… wszystko to śpi w raz z nami…, „jaki Pan taki kram”… chodzi o to, że jesteśmy jak śpiące olbrzymy… musimy się przebudzić i objąć w świadome władanie całe nasze królestwo… naszą koroną jest absolutna miłość i jej atrybuty…

Czasami wydaje mi się, że jesteśmy najbardziej zacofanymi, jeśli chodzi o samoświadomość istotami na Ziemi. Wydaje się, że nawet zwierzęta mają lepszą świadomość rzeczy, one po prostu wiedzą, widzą, tylko, że są zwierzętami, nie robią z tym nic.. Totalna, wszechogarniająca ignorancja dla tego, czym jest życie, kim i czym my jesteśmy jest wprost niewyobrażalna. Skutkuje to naszym krótkim i mniej lub bardziej dramatycznym życiem. Nawet, jeśli jest ono przeżywane w sposób lekki i przyjemny to i tak jest ono biegunowo różne od tego, czym naprawdę powinno być. Nie mamy świadomości naszych ciał, naszych serc, naszych umysłów… wszystko to jest niewykorzystane, rozproszone… czasami skłócone ze sobą lub niewspółpracujące… zgodnie z zasadą, że przykład idzie z góry… nie może być przyjaźni między sercem a ciałem, jeśli MY nie mamy odpowiedniej świadomości… to dość proste.

W skutek traum urodzeniowych, których doświadczamy już w brzuchu naszych babć następuje trwałe i daleko idące zniekształcenie postrzeganie naszego świata. Świadomość nasza, która powinna składać się ze szczęśliwych i świadomych siebie nawzajem poszczególnych części naszego ciała jest pofragmentowana, rozproszona, wystraszona i słaba…. Z takim bagażem schodzimy na Ziemię. Zamiast tu żyć w pełni, pełnią siebie, całą swą galaktyką żyjemy w jakimś nikłym procencie wystraszonego ja, które ze wszystkich sił ucieka przed wszelką próbą wyzwolenia… a w najlepszym przypadku patrzy na rzeczy normalne w sposób taki jak by to było nie wiadomo jak niedostępne i boskie… a przecież to po prostu my… to część naszej prawdziwej natury… boskość, duchowość, kosmiczność, wielowymiarowość… to wszystko to my… w tym wszystkim nasza świadomość powinna poruszać się swobodnie…. Być panem na włościach.

Każdy organ ma inną świadomość. Ciało, jako całość ma inne niż samo serce czy umysł… ze wszystkim tym, można i trzeba się porozumieć, nawiązać stały kontakt, współpracę… unię, jedność. Idealnym jest, i do tego dążymy, jeśli wszystko działa w jednym, zgodnym, pełnym miłości absolutnej duchu… to jest nasz cel. A my……? Pofragmentowani, wystraszeni, rozbici, w tym stanie wyjątkowo podatni na manipulacje… rozpraszamy się na robienie kariery, na oglądanie telewizji, na intelektualne wycieczki, na zabawy, straty czasu i energii, które odwodzą nas do tego by postawić sobie kilka ważnych pytań… „Kim/czym jestem?” „Gdzie i po co żyję?”. Odwodzą nas od tego by spojrzeć na siebie, tak naprawdę, przejrzeć się na wylot, spojrzeć w lustro i zobaczyć nie odbicie konsumenta tylko właśnie wielką, nieograniczoną przestrzeń, ocean życia, nieskończone morze świadomości… spojrzeć na siebie z zachwytem, tak jak by się widziało siebie po raz pierwszy. Ze zdumieniem, ze świeżością, z podziwem, miłością i wielkim szacunkiem dla wszystkiego, co się widzi…

Wtedy pojawia się przestrzeń… pojawia się magia… wtedy zaczynają ożywać nasze prawdziwe, duchowe zmysły… ciało, które nagle zostało podźwignięte z roli bezmyślnie używanego narzędzia zamruczy z wdzięcznością odpowiadając poprawą stanu zdrowia, wyostrzoną pracą zmysłów… nagle nasze wewnętrzne organy zaczną lepiej pracować, wszystko się wyreguluje… ciało odzyskuje swoją prawdziwą rolę… świątyni ducha… wiecznej duszy, wędrującej przez wcielenia, przez systemy, galaktyki, wymiary… ciało zostaje uzdrowione, uświęcone, uhonorowane, ożywione, pobłogosławione… naszą świętością. Zarezonuje z nami pragnąc jak najlepiej przystosować się do tego nowego, boskiego wzorca… nasza wewnętrzna galaktyka wyreguluje się, nabierze blasku… rozprzestrzeni się. Świętość wyraża się w doskonałych formach, w pięknie, w harmonii. Duch ożywia ciało, do doskonałości. Wiecznej młodości, nieśmiertelności. Zaczniemy ogarniać cały nasz świat… świadomie, z miłością, z akceptacją będziemy postrzegać się, jako coraz większe, wręcz bezkresne Istoty….

W naszym życiu chodzi o świadomość. To podstawa. My nią jesteśmy. Świadomość boska, kosmiczna, zwij ją jak chcesz… teraz, dopóki nad nią nie pracujesz jesteś zazwyczaj pod wpływem czyichś świadomości. Społecznej, religijnej, politycznej, każdej, która rządzi masowo teraz na Ziemi…, Jeśli nie będziesz rozwijał swej świadomości, jeśli nie będziesz eksplorował swej wewnętrznej galaktyki ta zewnętrzna będzie dla Ciebie zawsze zamknięta, będzie czymś, za czym będziesz wiecznie wzdychał, a Ty będziesz wieczną marionetką w czyichś rękach. Obudź się. Zechciej, odważ się, uwierz w swoją boską naturę. Uwierz w swoje duchowe, gwiezdne, kosmiczne ja. W „Boską naturę” możesz nie wierzyć… wiele skojarzeń powstało na temat słowa „Bóg”, „boski”… uwierz w swoją duchową naturę, z tym już nie będziesz miał kłopotów. Wystarczy się chwilę zastanowić… nawet intelektualnie można do tego dojść…  przecież wiesz, że nie jesteś ciałem tylko duchem przeżywającym ludzki los w ciele fizycznym…. Aby dalej  iść będziesz musiał zwrócić się do własnego serca, wnętrza, iść ścieżką pokory, ducha miłości… ciszy…

Jesteś pod opieką i jesteś prowadzony. Czytasz to, czujesz to, porusza to coś w Tobie… To Prawda woła do Ciebie… jest tylko Jedna Energia w Świecie… wszyscy i wszystko jest Jej wyrazem… świat, który teraz widzimy nie jest nawet przedsionkiem tego, co się naprawdę dzieje… to przedsmak, rozgrzewka przed prawdziwym życiem, preludium do wielkiej symfonii życia. Niezbędny etap. Ważny, trudny, ale niezbędny i wierzę, że wielu z nas już go kończy.

Namaste.

 

Dziel się Dobrą Energią
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

I accept the Privacy Policy