O zwierzętach futerkowych w Polsce

 

Gruchnął temat o tym, że Polska ma zlikwidować branżę futerkową, czyli producentów futerek inaczej mówiąc przedsiębiorców, którzy przemysłowo hodują zwierzęta futerkowe aby je zabijać i robić z nich fikuśne ubranka. Bo to raczej tylko o modę chodzi, bo nie ma przecież potrzeby teraz polować i ubierać się w skóry. Branża jest bardzo dochodowa, jesteśmy trzecim na świecie producentem tego typu wyrobów, a wartość tej produkcji, to około 4 miliardów złotych rocznie– dużo. Ktoś, jakiś eko-maniak wymyślił, że zabijanie zwierząt na futra to przestępstwo, zbrodnia, bestialstwo i co tylko i jest to niegodne cywilizowanego kraju. Podobno nawet sam Pan Kaczyński jest gorącym zwolennikiem tego pomysłu, jako zdeklarowany miłośnik zwierząt – futrzaków, bo zapewne nie jest wegetarianinem… 😉 Ok, rozłóżmy to energetycznie na części.

Nie chodzi o to, że jestem za zabijaniem zwierząt ale, takie mamy okoliczności wibracyjne, że żyjemy w świecie, który zjada się nawzajem, bo ma niskie wibracje. Wszyscy, którzy współtworzymy ten świat wibrujemy na tyle nisko, że potrzebujemy fizycznych, a więc najniżej wibrujących składników, aby żyć. Mało naprawdę jest jeszcze ludzi, którzy żyją samym światłem, praną, wyższymi wibracjami, większość po prostu musi jeść. Jemy właściwie wszystko ale chodzi nam tutaj o pokarm fizyczny, zwierzęta są tego – chciał, nie chciał ale podstawowym składnikiem I TO JEST TERAZ OK. Takie mamy TERAZ wibracje na Ziemi i trzeba z tym TERAZ żyć – co nie oznacza, że się to nie zmieni w najbliższym czasie. Nie chodzi o to, aby sztucznie wymuszać na sobie zmianę, np. poprzez rezygnację z jedzenia mięsa, przejście na warzywa i nabiał czy jeszcze tam jakieś inne skrajniejsze formy – weganizm czy co tam jeszcze wymyślili. Trzeba po prostu dojrzeć, wznieść się na tyle by z mięsa czy innych ciężkich pokarmów samoczynnie zrezygnować. Nic na siłę, bo wyjdzie nienaturalnie, czyli nieprawdziwie, czyli będzie obniżało wibracje, a już naprawdę, nie trzeba… mamy wystarczająco dużo obniżających wibrację czynników społecznych.

Więc, mięsko jest ok. Chodzi tylko o to, z jaką intencją jemy i z jaką świadomością zabijamy te zwierzęta. One, teraz na Ziemi, tak samo jak i my, wiedzą (na podświadomym poziomie zazwyczaj), że trzeba przejść ten okres niskich wibracji ponosząc tego wszelkie konsekwencje, więc jest ich zgoda na to, aby je jeść. Innymi słowy, to że się je zwierzęta jest czymś normalnym i przez nie, te zwierzęta, świat zwierzęcy, Naturę akceptowane. Jakby nie patrzeć – wszystko wokół się zżera. Takie czasy. To nie jest problemem, problemem jest to, że się nie ma szacunku do zwierząt, do tego ich poświęcenia dla nas. Po prostu się żre, opycha, marnuje, hoduje w nieludzkich warunkach, na przemysłową skalę i to to jest przede wszystkim problem.

Dochodzimy teraz do sedna artykułu. Nie likwidować przemysłu futerkowego z jakiś tam wydumanych powodów, że niby to nie humanitarne, bo jeśli my, Polacy zrezygnujemy to przemysł przeniesie się gdzieś indziej, zapewne na wschód, a tam losy zwierząt są jeszcze mniej respektowane. Innymi słowy, trzeba otoczyć zwierzęta szacunkiem, dobra opieką, ochroną. Edukować hodowców i konsumentów. Polepszyć warunki w których są hodowane ale nie likwidować przemysłu, bo raczej zgotujemy tym zwierzętom odwrotny los niż zamierzamy.

My, ludzie jesteśmy również zwierzętami, pochodzimy ze świata zwierzęcego, ze świata Natury. Oddaliliśmy się od tego świata bardzo, wykorzystujemy go, eksplorujemy bez skrupułów opętani rządzą zysku lub po prostu chęcią przetrwania (ile to złóż i zasobów naturalnych jest trzebionych, bo ludzie nie mają co jeść…) ale musimy ponownie wrócić do świata natury, musimy znów z nim żyć w zgodzie, bo inaczej Ziemia nas strząśnie z siebie. Nam się wydaje, że jesteśmy jacyś mądrzy bo latamy na Księżyc czy potrafimy wybudować bombę, która rozwali całe kraje ale tak naprawdę to jesteśmy wyjątkowo… oporni i oderwani o rzeczywistości. Pozbawiliśmy się całkowicie naszych naturalnych zmysłów, naszego pierwotnego człowieczeństwa. Nie mówię tu o dzikości, choć i ta jest ważna, ale mówię tu o naturalności, umiejętności życia w przyrodzie i z przyrodą. Jesteśmy jej częścią, powinniśmy ją współtworzyć, dbać o nią, a nie tylko wykorzystywać na naszych celów.

Pamiętasz Avatara? Film o planecie Pandora. Tam była pokazana niezwykła przyroda i niezwykły stosunek mieszkańców planety do tej przyrody. Mniej więcej o to chodzi. O taki stosunek do życia i świata, który widzimy wokół. Nie chodzi oczywiście o to, aby biegać po drzewach z gołymi tyłkami ;), ale chodzi o połączenie z Naturą, o styl życia, szacunek, np. do zabijanych zwierząt. Ich „widzę Cię” było stwierdzeniem, że widzi się człowieka a nie swoje jego projekcje. Widzi się jego prawdzie barwy, jego aurę. A nie tak jak teraz, widzimy to co my potrzebujemy w danym człowieku a nie jego… niestety ale zazwyczaj widzimy nasze potrzeby i projekcje, a nie daną… istotę ludzką… Swoją drogą, to w Awatarze nie pokazali nic nadzwyczajnego – taki stosunek do przyrody mieli rdzenni Amerykanie – Indianie. Wcześniej, u nas Słowianie, ludy słowiańskie przecież były wyznawcami kultów branych z Natury. To były naturalne religie. W Avatarze tylko przenieśli to na inną planetę i udziwnili, aby lepiej się sprzedawało. Paradoksem przecież jest pokazana w filmie ogromna agresja tych gatunków z jednoczesnym pięknem przyrody – to jest fizycznie niemożliwe – nie mogą na tej samej skali wibracyjnej istnieć tak różne emocje i stany: agresja i jednocześnie piękno. Te wibracje się wzajemnie wykluczają. No ale to film, musieli nabajdurzyć.

W każdym razie – nie jestem za zabijaniem zwierząt, najchętniej zostałbym wegetarianinem ale nie jestem, jem schabowe i inne produkty zwierzęce tak samo jak miliardy ludzi na Ziemi. To normalne – teraz normalne. Jednak szanuję i jestem wdzięczny, oddaję cześć temu zwierzęciu, które mnie wzmacnia swoją siłą, bo właśnie je spożywam. Jeśli będziemy o tym pamiętać, to nasze wibracje społeczne będą się podnosić, będziemy coraz bardziej świadomi i dzięki temu z czasem coraz więcej ludzi będzie wyżej wibrować, czyli przestaną potrzebować mięsa, wyrobów ze zwierząt, nastąpi wtedy naturalna zmiana, bo ustanie popyt. Rzeźnie i fermy zostaną zamknięte, bo nikt nie będzie chciał korzystać z ich produktów, ludzie będą już tak świadomie rozwinięci, a robienie tego wcześniej, na siłę, to zły pomysł i energetycznie i gospodarczo.

Pod rozwagę. Nie daj sobie wmawiać niestworzonych rzeczy. Nie daj się zaprzęgać do czyjejś nieświadomej paranoi. Jesteś współodpowiedzialny za świat, który widzisz wokół.

Z pozdrowieniem na Twej Drodze

Krzysztof Kina

Ps. Ostatnio nawiązałem kontakt z duchem Bażanta (między innymi – mam zawód naturoterapeuty, pracuję z energiami, między innymi z energiami zwierząt, roślin, minerałów). Po nawiązaniu kontaktu wieczorem na następny dzień znajomy myśliwy przyniósł mi do domu bażanta… ustrzelił tego ranka bażanta i mi przyniósł. Ot tak, po prostu, Natura pomachała do mnie ręką. Zjedliśmy go z radością jako Jej dar. Ona dba o nas i bardzo by chciała, abyśmy i my zaczęli o nią dbać.

Dziel się Dobrą Energią
  • 2
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    2
    Udostępnienia