Przyzwyczajenia

Przyzwyczajenie naszą drugą naturą, głosi powiedzenie i racja. Szkoda tylko, że przyzwyczajenie przykuwa nas do starego i więzi blokując  dalszy rozwój i życie. Widzę to po sobie. Dla słabej, niedowartościowanej osobowości nagłe znalezienie się w centrum uwagi dzięki swojej chorobie i kalectwie staje się jak narkotyk uzależniające. Do tego stopnia, że nie chce się wyzdrowieć. Nie chce się być normalnym, bo normalni mają gorzej. Nie mają przywilejów, muszą walczyć i się strać a kalecy? Rewelacja! Zniżki, ułatwienia, akcje dla nich – nas, bo jestem jednym z nich, to wszystko sprawia, że nie chcemy wracać do zdrowia! Do normalności… Po co? Aby stracić to, co mamy teraz? Żyję sobie spokojnie na rządowym cycku i jest ok… jestem jakiś tam… Jestem kimś, a nie szarą masą… To jest jakiś atut… Kim jesteś? Jestem niepełnosprawny. Acha… To już traktujemy Cię specjalnie, a tego przecież ego pragnie ponad wszystko. Być kimś wyjątkowym, wspaniałym, jedynym w swoim rodzaju… To jest jak miód na serce…

I co? I widzę, że przez to blokuję moją chęć wyzdrowienia i bycia normalnym. Pamiętam jak na początku był wielki zapał do ćwiczeń, jak starałem się, jak rozpływałem się w zachwytach moich terapeutów, którzy szczerze bądź nie – nieważne, ale chwalili mnie za moje postępy! Byłem ważny, byłem bardzo dobry w tym, co robiłem i jaki byłem. Byłem na prawdę ciężkim przypadkiem i to bardzo szybko wracającym do zdrowia… Właśnie… Po jakimś czasie gdzieś tam w podświadomości przyszła chyba myśl: Hej! Przecież jak wyzdrowieje to to wszystko stracę…. Jakże to tak… Stop z ćwiczeniami. Rola rencisty jest ok… i tak nie mam, do czego zdrowieć, nie mam, co się strać… Zupełnie zdrowi ledwie sobie radzą, a co dopiero ja? Bez talentu, bez sił, wizji, celu… Mam stracić to, co mam? Teraz przynajmniej mam jakąś kartę przetargową… Jestem niepełnosprawny…Niedowidzę… Słabo chodzę… No… Coś mam a nie taki…. Normalny… Pełno takich i co? Ja chcę być inny!!

Trochę to popiepszone nie sądzisz? Ale czy to dziwne? Przecież to normalne. Przecież to raczej normalny ludzki odruch. Dążymy do tego, w czym będziemy dobrzy, w czym poczujemy się bezpiecznie. W czym widzimy jakąś przyszłość. Jeżeli widzę przyszłość w swojej niepełnosprawności to choćby skały… wydalały 😉 to i tak nie wyzdrowieję, bo nie widzę w swoim zdrowiu przyszłości. Widzę walkę i ból i nic ciekawego, więc… Bunkruję się w mojej niemocy czyniąc z niej kartę przetargową… Jednak jakiś jestem. Co z tego, że to, co wybrałem jest pożałowania godne… A może to właśnie o to chodzi? O pożałowania godny stan? Bo teraz ktoś mnie żałuję, ktoś da mi swoją energię, poda dłoń, sprawi, że poczuję się wyjątkowo… A reszta? A reszta goni zajęta walką z rzeczywistością. Nie mając czasu by pomyśleć, by żyć… tylko goni.

Wielu tak gra, bo wszyscy gramy w jakieś gierki, jakieś role społeczne. Ja gram "niepełno sprytnego" jak to Kasia mówi, ale grają inni dookoła mnie różne role. Sprawnych i silnych, bogatych i biednych, chorych i zdrowych, silnych i słabych i każdy czerpie siłę z tego, jaki jest właśnie teraz w tym, co robi i w jakim stanie się znajduje… To jest jego kartą przetargową, jego siłą. Jestem lekarzem, więc traktujcie mnie jak lekarza, jestem prawnikiem, więc takiego traktowania oczekuję, jestem niepełnosprawny, więc adekwatnego traktowania oczekuję. Teraz wchodzimy jeszcze głębiej, bo przecież każda z tych ról to zamaskowany teatrzyk i sposób zdobywania energii. Pozycja w stadzie, w systemie i związane z nią korzyści i obowiązki. Wszystko to samodzielnie wybrane, tylko, że zazwyczaj nieświadomie. 

Gramy rolę chorego, aby zdobywać energię, gramy rolę nieudacznika, aby zdobywać energię, aby wymuszać na innych i na BOGU to, aby nas zaopatrzyli i uzupełnili nasze braki. Gramy rolę silnych społecznie, aby inni do nas przychodzili a my im łaskawie dawali uzależniając ich od siebie… Abyśmy czuli się potrzebni, niezbędni społecznie… Nasze kompleksy krzyczą z radości… Wreszcie! Ja taki niedoceniany i poniżany, pozbawiony miłości w dzieciństwie teraz sobie to odbijam! Teraz przychodzą do mnie i proszą o pomoc a ja im mogę dać lub nie… Są ode mnie zależni… Wreszcie.. Są moi… Mam nad  nimi władzę… Co za rozkosz dla słabego i zbitego ego….

Gram też rolę i teatrzyk przed Bogiem… Oj, jaki ja jestem biedny… Ooooooj Ty mnie chyba Boże nie kochasz… Ja taki biedny a Ty nic…. Nie ulitujesz się… Nie ześlesz swego anioła… Nie zrobisz mi dobrze… Oj, oj, oj… Odmrożę sobie uszy Tobie na złość…;) Będę się tak użalał, że osiągnę w tym mistrzostwo! Wymuszę swoim użalaniem na Tobie uległość… w końcu nauczyli mnie tego moi Rodzice, że tak się da… tylko trzeba się odpowiednio długo dąsać… Tak… Na pewno mnie nie kochasz… A tam zrobiłeś cud, tego pobłogosławiłeś i tą a mnie nie… Nie kochasz mnie… Jednak jestem słaby, nieudacznik i nic niewarty gamoń… Bóg mnie nie kocha… Nikt mnie nie kocha… Lepiej by było się nie urodzić….. A podświadomie się myśli: i jak, dobrze się użalam? Wystarczająco? Dobry jestem w tym swoim użalaniu… He he… tak jak ja to chyba nikt się nie użala…. Jednak jestem najlepszy! Ha!

Problem jest tu tylko taki, że nie kochamy samych siebie, a nie kochamy się, bo się nie znamy i nie wiemy nic o sobie. Nie wiemy, czym jest życie i po co ono jest. Dlatego, że nie wiemy nic o naszym życiu nie darzymy go szacunkiem. Nie rozumiemy swego ciała, umysłu, ducha. Po co to jest? Nie wiemy, na jakiej zasadzie działamy, czym jesteśmy w społeczeństwie i po co jest społeczeństwo. Przez to wszystko, przez tę niewiedzę i dezorientacje robimy mnóstwo złych rzeczy, działamy po omacku i często błędnie. Wsadzamy palce do kontaktu i robimy tysiące dziwnych rzeczy, bo nie wiemy, kim jesteśmy i po co jesteśmy. Nie mamy celu i jasnej wizji samych siebie. Staramy się na innych równie zamotanych, szukających po omacku i przestraszonych wydębić energię, aby jakoś żyć. Wiemy podświadomie, że energia to życie. Jak jest jej dużo to się nam dobrze żyje, spokojnie i głęboko się oddycha, jest świetnie. Więc staramy się zdobyć jak najwięcej energii a naszymi jedynymi znanymi sposobami jest właśnie kradzież, gwałt na innych lub manipulacja innymi, aby nam ją "dobrowolnie" oddali. Wystraszeni manipulują wystraszonymi, aby zapewnić sobie trochę miernej, jakości energii. A Świat czeka na nasze przebudzenie….

 

Na szczęcie czas przebudzenia już nadchodzi i całe te dziwne teatrzyki zostaną już prześwietlone prawdziwym Światłem i już nie trzeba będzie na nikim kraść i nikim manipulować, aby zdobyć energię, bo każdy będzie jej niezależnym Źródłem i dystrybutorem. Zgodnie z wolą Boga i zgodnie z naszą naturą. Teraz, jak już świadomość tego Jak Jest, naprawdę zagości na stałe w naszych sercach, umysłach i życiu, wreszcie będzie normalnie. Każdy będzie świadomy tego, co robi i po co, nie będzie się bał, że mu zabraknie i będzie chętnie i z radością rozdawał to, co ma. Świadomość dostatku zastąpi obecną świadomość niedoboru i braku i wszystkim będzie wiadomo, że jest i tylko wystarczy sięgnąć ręką.

Będzie pięknie. J Teraz każdy będzie chciał być normalny, bo bycie normalnym będzie oznaczało prawdziwe życie a to, co teraz jest normalne będzie jakąś dziwną dolegliwością. Każdy będzie chciał, żyć w zgodzie ze swym wewnętrznym Źródłem i będzie chciał, aby Woda tego Źró

dła użyźniała całą jego okolicę. Będzie dążył do tego, aby wszyscy byli, co najmniej tak samo szczęśliwi, jako on, bo będzie wiadomo, że moje szczęście jest Twoim, a Twoje moimi, że jesteśmy jedną częścią wielkiego systemu miłości, dostatku i pokoju i nic tylko się tym radować i delektować. Tu rozpłynie się ego, opadną wszelkie iluzje, znikną niewiadome, wreszcie będzie normalnie… To jest to! J

Póki, co to trzeba się trochę pomęczyć i/aby rozpoznać swoje prawdziwe oblicza. Nie bać się tego, co się zobaczy, bo to nie jest nic złego. To nie jest nic, za co moglibyśmy być skazani czy potępieni! To jesteśmy my i powinniśmy na to wszystko popatrzeć jak na cenne wskazówki i doświadczenia, przygody w drodze powrotnej do Domu. Gdy już zaczniemy się budzić to lawina światła nas ogarnie i polecimy wraz z nią będąc jej integralną częścią. Wtedy zaczniemy żyć.

Pozdrawiam serdecznie 🙂

Dziel się Dobrą Energią
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

I accept the Privacy Policy