Śmierć, moja przyjaciółka.

Śmierć ma bardzo zły PR w naszym społeczeństwie. Ludzie boją się śmierci a przez to boją się też życia, bo i śmierć i życie to dwa końce tego samego kija. Śmierć jest w naszym życiu obecna cały czas i nie ma się jej co bać, bo jest nam niezbędna. Śmierć jest taką samą iluzją jak i życie ,które tutaj prowadzimy. Działa, ponieważ w nią wierzymy, tak samo jak i w życie, które tu wiedziemy… ale, spokojnie i po kolei.

Boimy się nie śmierci tylko niewiadomych, które nam na wstawiali do głowy. Boimy się Sądu Ostatecznego, bo każdy z nas ma coś za uszami i myśli, że tak jak sam się ocenia tak i jego będą oceniać, a zazwyczaj sami dla siebie jesteśmy okrutnymi sędziami… Myślimy, że będziemy oceniani z poziomu ego, które karze szatkując świat na „dobre i złe”, właściwie i nie właściwe, dające zbawienie i dające potępienie…. A to przecież tylko pola na szachownicy życia…  a samo życie jest czymś daleko doskonalszym niż ta gra, w którą z takim zaangażowaniem gramy.

Boimy się wreszcie samego momentu umierania, że będzie bolało. Że będą cierpienia. Nastraszyli nas bardzo śmiercią i mękami. Patrzymy jak ludzie umierają w wypadkach, na wojnach, w rozmaitym cierpieniu i zazwyczaj wyobrażamy sobie straszny ból związany z tym wszystkim. A czy zawsze tak jest? Może nie jest to zawsze najprzyjemniejsze przeżycie 😉 ale i zdarzają się takie śmierci które są przyjemne, np. gdy ktoś cierpi przed śmiercią…  Trzeba też pamiętać, że w chwili zagrożenia życia, tuż przed śmiercią, nagłym zdarzeniem na krawędzi życia spora część mózgu i nasze receptory bólowe są wyłączone. Nie czujemy tego co się dzieje z naszym ciałem i potwierdzi to każda ofiara wypadku, która dopiero po minięciu szoku zaczyna odczuwać ból….  Problemem jest to, że boimy się śmierci i to ten strach nas najbardziej męczy i prześladuje, o wiele bardziej niż same odczucia z ciała. Ciało wpada w odrętwienie, a niestety, nasze umysły, oszalałe ze strachu krzycząc „o kurna! Umieram!” a jeszcze nie daj Boże „o Boże! Umieram a nie wyspowiadałem się, pójdę do piekła” – robią najgorszą robotę i same sobie projektują to co się z nimi będzie działo…  Niestety, ale to właśnie takie przekonania robią największą szkodę przy umieraniu.

Śmierć jest zmianą, po prostu przejściem z jednego stanu istnienia do drugiego. Niestety, jeśli z jednej strony istnienia żyłeś nieświadomie, to po przejściu do drugiego stanu też bardzo prawdopodobne jest, że będziesz dalej tkwić w stanie nieświadomości. To dlatego tak dużo duchów siedzi na cmentarzach i czeka „na zbawienie”. To w co uwierzyli za życia w ciele pielęgnują po przejściu w stan niefizyczny, a tutaj czas nie istnieje i o wiele trudniej jest zebrać doświadczenia, wiedzę i świadomość które by pozwoliły iść dalej. Takim trzeba pomagać. Ale… aby wyjaśnić czym jest śmierć, trzeba wiedzieć, czym jest życie w ogóle i czym na Ziemi i generalnie, w świecie przejawionym. Spróbuję krótko to naszkicować.

Rodząc się na Ziemi – inkarnując się tutaj, czyli wradzając się w ciało fizyczne przechodzimy ze stanu duchowo-energetycznego – nieprzejawionego,  gdzie panują zupełnie inne prawa fizyki i inne możliwości życia, gdzie mamy zupełnie inną nieskrępowaną świadomość, przechodzimy do stanu gdzie jest przede wszystkim materia, gdzie jest czas, przestrzeń i wszelkiego rodzaju wynikające z nich ograniczenia i możliwości. To niesamowita frajda i ogromne pole do nauki dla tej istoty duchowej, która żyła do tej pory w świecie nieprzejawionym. Dla utrzymania jak najlepszych warunków doświadczania człowiek podlega całkowitej amnezji tego czym jest, był przed inkarnowaniem się, przed zejściem w świat materii, czasu i przestrzeni. Dzięki temu doświadczenia są optymalne do obecnych potrzeb danej Istoty. Trzeba też od razu zaznaczyć, że takich Ziem jest dużo, choć z tego co wiem to nasza planeta jest o tyle wyjątkowa, że bardzo mocno tutaj zapomniano o swoich duchowych, prawdziwych korzeniach, a w związku z tym, życie tutaj jest wyjątkowo trudne i niebezpieczne. Ale jak „ktoś” przeżył Ziemię to już wszędzie sobie poradzi 😉 a zebrane tutaj doświadczenia są bezcenne. Dlatego gratuluję Ci, że to czytasz i że tutaj jesteś. Bo to planeta tylko dla odważnych J

Wracając do śmierci. Śmierć jest przejściem, jest powrotem do pierwotnego stanu istnienia. Dlatego tak wiele osób, które doświadczyły śmierci klinicznej odpisują to jako stan ekstazy, radości, wielkiego uniesienia. Wręcz były nieszczęśliwe, że musiały wrócić do ciała i dalej wieść swoje ziemskie życie. Śmierć w wielu przypadkach jest wyzwoleniem z obecnego cierpienia i nie piszę tutaj tego po to, abyś teraz się wziął zabił, bo już masz tego wszystkiego dość i chcesz już do domu 😉 Piszę to po to, abyś przestał się bać śmierci, bo bojąc się śmierci boisz się też życia, a przez to nie potrafisz żyć w pełni, a przez to jesteś nieszczęśliwy i chcesz stąd uciekać. Musisz też wiedzieć, że inkarnując się tutaj, decydując się na życie na Ziemi miałeś pewien plan, chciałeś coś zrealizować, czegoś doświadczyć i jeśli uciekniesz z inkarnacji wybierając aktywne lub pasywne samobójstwo (pasywne, bo np. zaniedbasz dbania o zdrowie lub będziesz się oddawał nałogowi, np. palenia czy alkoholowemu, który wiesz, że Cię w końcu zabije, a to też forma odrzucenia życia i zarazem samobójstwa), więc jeśli wybierzesz samobójstwo to cel inkarnacyjny nie zostanie zrealizowany, istoty z którymi umawiałeś się na wspólne doświadczenia też nie będą mogły przez to zrealizować swego celu, będziecie musieli wszystko powtarzać i to podobno w trudniejszych warunkach, choć tutaj bym polemizował.

Po za tym, jeśli uciekasz przez samobójstwo, to oznacza, że Twoja świadomość życia i siebie samego jest niedojrzała i trafisz do takiego miejsca, która będzie musiało Cię oczyścić i nauczyć tego jak jest naprawdę aby iść wyżej w samorozwoju. Dlatego też wielu z nas utknęło tutaj na Ziemi. Myśleli że życie tutaj jest proste, łatwe i przyjemne, a tu czapa. Przed inkarnacją wszystko wydaje się proste, po wejściu tutaj na Ziemie, wszystko zapominamy i jesteśmy jak dziecko we mgle… jeśli w tym stanie umrzemy, to wejdziemy do takiego „po-świata”, który odpowiada naszemu rozwojowi i z niego będziemy się dalej inkarnować… dlatego tak ważne jest aby świadomie żyć i świadomie umierać.

Nie umiemy żyć i nie potrafimy umierać. Nie wiemy po co żyjemy, gdzie i dlaczego, więc nie wiemy też i nic o śmierci. Boimy się jej zwyczajnie. Boimy się, bo mamy nasiane w głowach różne programy, które generalnie traktują śmierć jak coś strasznego. A niestety jest tak, że jeśli się czegoś boimy to będziemy z tym skonfrontowani. Czyli jeśli boisz się, że po śmierci pójdziesz do piekła, czyśćca lub będziesz potępiony za swe „złe uczynki” to tak Ci się wydarzy. Dlatego mówię, że nie potrafimy żyć i nie potrafimy umierać, bo mamy w głowie napchane różnych badziewi – ale cóż, lata społecznego i religijnego prania mózgu zrobiły swoje, teraz trzeba się z tego wszystkiego odprogramować.

Ok, to tyle wstępu do artykułu, teraz część właściwa 😉 Śmierć, moja przyjaciółka. Chodzi o to, że śmierć jest zmianą. Jest śmiercią starego po to, by urodziło się coś nowego. Ludzie w zdecydowanej większości boją się nowości, boją się zmian. „Lepsza stara bida niż nowe, niewiadome”. Wynika to z rozmaitych przyczyn ale przede wszystkim z niezrozumienia życia, świata i swego w nim miejsca. Jeśli jesteś w stanie zaufać życiu, to nie boisz się zmian, które ono niesie. Ba! Wręcz świadomie i dobrowolnie inicjujesz zmiany i małe śmierci, które są niezbędne w codziennym życiu. Nie da się zrobić czegoś nowego, zacząć żyć pełnią życia jeśli ciągle pielęgnujesz w sobie urazę do życia. Jeśli nie pozwolisz jej umrzeć, będziesz cały czas w jej władaniu. To znaczy do czasu aż Śmierć sama się tym zajmie, i zrobi to w o wiele mniej przyjemny dla Twego ego sposób. Dlatego mówię, że Śmierć jest moją przyjaciółką, bo sam Ją proszę o to, aby zabrała z mego życia, świata to co już jest dla mnie nieodpowiednie, te rzeczy, doświadczenia, schematy zachowań, które już zrozumiałem, uwolniłem i nie chcę już dłużej żyć według nich. Następuje wtedy śmierć starego i odrodzenie nowego. Cykl życia i śmierci. Śmierci i ponownego narodzenia trwa cały czas. Spójrz na każdy dzień, rodzi się codziennie i umiera. Rodzi się pięknie i umiera pięknie dając życie nocy, która umierając daje życie dniu. Czy trzeba mówić więcej? Zaprzyjaźnij się ze śmiercią, ona jest cały czas z Tobą i chce Ci pomagać abyś pełniej żył. Pomóż Jej nie bojąc się Jej. Porozmawiaj jak z Żywą Istotą, bo tym w istocie jest. Świat zachodu, komercji, Hollywood wgrał nam do głowy jakąś zakapturzoną kostuchę z kosą… J a mi się okazała piękna Pani, której daleko było do ponurego obrazu jaki próbują nam wmówić. Uśmiechnij się do Śmierci i do Życia. To wspaniałe Istoty.

Z pozdrowieniem od mej Istoty

Krzysztof

Dziel się Dobrą Energią
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  • Próbowałem znaleźć jakiś pozytywny obrazek o śmierci ilustrujący to co napisałem… bardzo ciężko. Same czarne kostuchy… na prawdę. Straszą nas śmiercią na potęgę, a jeśli boisz się śmierci to boisz się też i życia… każda śmierć jest początkiem nowego życia więc… Heja i do przodu! 🙂