Krytycyzm – rak społeczny obecnych czasów

Ktoś, kiedyś*, żeby rozwalić ówcześnie działające społeczeństwo wymyślił teorie krytyczną. To było potrzebne, bo krytyka zadziałała jak kula wyburzająca dla obecnego społeczeństwa ale teraz trzeba by już zacząć powoli inaczej myśleć, bo ten krytycyzm nas zniszczy. Wcześniej teoria krytyczna była potrzebna po to by kwestionować wszystko na czym stoi społeczeństwo. Ludzie dzięki temu zamienili się w wiecznie niezadowolone, nieufne, krytyczne, szydercze, ironiczne, chłodne, emocjonalnie wystygłe monstra, które nie są zdolne do społecznej egzystencji. Chodzi o to, że jeśli krytykujesz coś co jest na zewnątrz to tak naprawdę krytykujesz i siebie samego. Jeśli krytykujesz siebie samego, to włączasz siły autodestrukcji czyli niszczysz siebie i swoje życie. Im więcej takich ludzi tym na Ziemi szybciej wybuchnie wojna, kryzys, wszystko co będzie niszczyć naszą cywilizację. Ok, ona za zdrowa to nie jest i wymaga gruntowej przemiany – dlatego też się i takie coś dzieje, dlatego też gangrena społeczna zwana krytycyzmem się w taki wielki sposób rozprzestrzeniła w świecie. Ogólna autodestrukcja, siły zniszczenia i anihilacji są przecież widoczne wszędzie. Dobrze, zgadza się ale trzeba zacząć już powoli myśleć inaczej, od jasnej, przyczynowej strony aby destrukcja nie poszła za daleko, abyśmy w końcu zaczęli odwracać te trendy społeczne.

Obecnie jest tak, że wiele osób, a w śród młodych to chyba większość ma podejście do rzeczywistości bardzo krytyczne. Młodzież nie potrafi, nie chce okazywać radości, nie chce, nie potrafi okazywać wdzięczności, współuczestniczyć w czymkolwiek, bo jest przesiąknięta krytycyzmem. W imię tej gangreny trzeba na wszystko mieć “wyjebane”, trzeba wszystko olewać, niczym się nie cieszyć, niczym nie przejmować, mieć na twarzy pogardę, a na ustach ironiczny uśmiech – wtedy jesteś “cool”. Taką twarz ma np. zagubiona w obecnych programowaniach społecznych artystka LP. z utworu Girls go wild. Chodzi o to, że taka podstawa odcina nas od przeżywania emocji, nasze ciało emocjonalne jest niszczone.  Co by się nie działo to będzie to najwyżej “niezłe”, skwitowane krótkim “lol” – czyli skrótem z czatów oznaczającym turlać się ze śmiechu – tutaj osoba przesiąknięta krytycyzmem nie pozwoli sobie na okazywanie emocji i uczuć bo to jest niedobre… trzeba być takim zimnym, szyderczym, ironicznym. Sprawia to, że nie dość że coraz bardziej krytycznie patrzymy na innych to też i na siebie. Patrząc krytycznie na innych, wyszukując wszędzie “lamerów”, “Grażyny, Januszów, cebulaków itd.” sami też bardzo staramy się takimi nie zostać, więc według tych zasad krytycyzmu staramy się być jeszcze bardziej krytyczni. A że wiemy, że jeśli my tak działamy to i inni tak działają to wszędzie czujemy się krytykowani i zagrożeni. Zamykamy się w domu, w swoim świecie. Włączamy sobie ekranik i odcinamy się od tej rzeczywistości, która jest przecież taka kiepska….

Jednak krytykowanie ma jeszcze większą siłę destrukcji niż wyżej opisane. Na poziomie energetycznym wszystko co krytykujesz zapraszasz do swojego świata i sprawiasz, że staje się to coś częścią Ciebie. Krytyka to po prostu odrzucenie czegoś – nie rozumienie czegoś, jakiegoś fragmentu rzeczywitości. Skoro go nie rozumiesz to świat Ci go daje abyś go sobie przyswoił i polubił, zrozumiał. Dlatego jeśli coś krytykujesz wiążesz się z tym jeszcze bardziej. Świat jest jednością energetyczną. Wszystko jest wibracją jednej energii. Jeśli jakaś jej część (np.Ty) nie rozumiesz, krytykujesz inną jej część (np. ja) to świat, ten system energetyczny dążąc do tego aby wszystko żyło w harmonijnej jedności, będzie pokazywał Ci wszystko abyś zrozumiał  i zaakceptował odrzucane, czyli krytykowane części. Naukowcy udowodnili, że nasza podświadomość na głębokich poziomach nie odróżnia osób, dla mojej podświadomości Ty jesteś częścią mnie i odwrotnie. Jeśli kogoś krytykuję to tak naprawdę krytykuję siebie, odrzucam siebie. Krytyka zabija nas po prostu. Niszczy naszą cywilizację.

Chodzi o to, że krytyka i akceptacja to dwa końce tego samego kija. Na końcu akceptacji jest oświecenie, jedność ze światem a na końcu krytyki jest zniszczenie, zagłada. Można to określić jako balans dobra i zła ale one są jednością. To taniec tej samej energii, tylko, że efekty mogą być dla nas zupełnie inne. Jeśli za bardzo zaczniemy krytykować, pozabijamy się na wzajem – do czego teraz wygląda na to z wiadomości, że się zbliżamy. Jeśli zaczniemy za bardzo akceptować…  tutaj jest pewne wyzwanie bo akceptować trzeba umieć tak samo zresztą jak i krytykować – nic do końca nie jest ani dobre ani złe. Jeśli będziemy naiwnie akceptować, to oszalejemy i ktoś nas z tego stanu wybudzi, raczej nie będzie to miła pobudka. Jeśli będziemy akceptować z naszego serca – że tak to teraz określę, to wzniesiemy ponad wszelkie podziały, do “krainy szczęśliwości”, czyli Dewakanu w wersji takiej, jaką da się wygenerować w tej rzeczywistości fizycznej. Będzie to miejsce gdzie żyjemy w większym uświadomieniu swego prawdziwego Ja. Tutaj, teraz na Ziemi, w tych czasach większość nas żyje swoim małym, wystraszonym ja, które nie jest świadome tego kim, czym i po co tu jest, zainteresowane jest tym by przetrwać w tym złowrogim, samotnym świecie – bo taką ma wystraszoną percepcję. Naszym zadaniem jest wnieść się ponad to wystraszone ja, aby odkrywać nowe wzorce życiowe.

Podsumowując. Wszechobecne krytykanctwo jest tym co nas najbardziej niszczy. Ten antykulturowy trend powstał po to, aby zniszczyć, a przynajmniej potężnie zachwiać naszą obecna cywilizacją, bo jest ona nieprawidłowa, niewłaściwa. Nie możemy się opierać na szatkujących na dobrych i złych, naszych i nie naszych religijnych mitach i wysysających wszelką duchową esencje konsumpcjonizmie, bo to tak się ma to prawdziwego życia jak szczanie w piwnicy do picia w Szczawnicy 😉 zupełnie o co innego chodzi choć brzmi może podobnie. Uważam, że jesteśmy teraz w czasie gdy potrzebny jest potężna zmiana ogólnego, planetarnego paradygmatu społecznego. Wszystko musi się rozpaść lub zostać zakwestionowane, temu służy narzędzie typu teoria krytyczna i na zgliszczach tego ma powstać nowa świadomość społeczna i planetarna. To trzeba w końcu rozprzestrzeniać, bo inaczej… podzielimy los dinozaurów.

I tak samo jak rak – choroba – zjawia się w naszych ciałach po to, aby przekazać nam informację, że niewłaściwie żyjemy, że coś w naszej przeszłości nas na tyle zaburzyło, że jeśli teraz się tym nie zajmiemy, to umrzemy. bo rak, i każda inna choroba, to tylko listonosz z informacją dla nas, że coś się dzieje i każda choroba i niedomaganie jest po to, abyśmy zrozumieli siebie bardziej, zaczęli świadomiej żyć. Tak też i ten rak, gangrena krytykanctwa, która toczy teraz nasze społeczeństwa, zwłaszcza te tak zwane zachodnie gdzie dotarła “kultura zachodu” z całym swoim syfiastym przekazem musi zostać przez nas wykorzystana do tego byśmy się, jako cywilizacja wznieśli. Wtedy choroba nie będzie potrzebna, zapanuje zdrowie a my będziemy już mądrzejsi….  Jak na górze, tak na dole. Ta zasada działa cały czas.

Z serdecznym pozdrowieniem na Twojej Drodze

Krzysztof

p.s. tak… teraz największym naszym wzywaniem jest wznieść się ponad dramaty tego świata i zawibrować czystą energią, radością, która pomoże innym zrobić to samo. Kurna… nie jest łatwo…. 😉 ale nie poddajemy się! 🙂 Nikt nie mówił, że będzie łatwo…

Dziel się Dobrą Energią
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *