Ja chcę :)

zmienić swoje życie.
Dlaczego?
* bo zmiana powoduje wzrastanie..
* bo nie chcę już tylko musieć..
* bo uwielbiam wolność, którą wybrałam sobie jako 13-latka w słowach zapisanych kiedyś w spalonym pamiętniku:
   “ja, współczesna dziewczyna
    dziecko marzeń, przestrzeni
    taka już pozostanę
    nic ani nikt mnie nie zmieni”
* bo
    …zmieniały mnie jednak dzieje moje niby własne, ale narzucone mi przez kogoś jako ograniczenia … było tak, że  
    starałam się sprostać temu, czego się ode mnie oczekiwało w domku, w przedszkolu, w szkole, w pracy, na studiach,
    w małżeństwie i rodzicielstwie, a na koniec i szczęśliwy początek również w porzuconym i odnalezionym kościele – 
    wszędobylskie MUSISZ! Paradoksalnie i pięknie kościół, a więc nie Kościół-instytucja, bardziej ludzie, którzy go tworzyli
    we mnie (bo tego chciałam, chłonęłam, słuchłam) spowodowali powrót do korzeni, do rytuału,do wiary ojców… to był
    i jest szczęśliwy powrót.. do Człowieka i Ducha :))
* bo teraz nic mnie nie ogranicza – mogę uwierzyć w to, co ktoś do mnie mówi, lub pisze – bo on/a tego chce, bo ja tego 
   słuchać chcę.. mogę pomyśleć, że to taka bzdurka, albo wpływanie na zachowanie, bo ktoś tego właśnie chce, ale ja już
   nie muszę w to wierzyć, chyba że to powoduje poczucie że….  :))
* bo najważniejsza jest dla mnie tożsamość z sercem – tam gdzie wije swoje gniazdko miłość – jedność z drugim, tak
   jak z sobą samą, tam jestem..
* bo chociaż myślałam setki razy, że przebaczyłam – nie było to łatwe, było jak piekło, to odpuszczam już, bo dopóki nie
   wyrwę się ze szponów pamięci o tym co złe, nie wrócę do dziewczynki, której dobry anioł pomógł uwolnić się od złego
   i zachciało jej się na wzór przewodnika skrzydlatego latać, a ona woła – ja chcę! i nie chce niczego niegodziwego.. ani
   nadzwyczajnego 🙂
* bo te wszystkie dziewczyny i chłopcy – dzieci – mają niełatwą drogę do własnej świadomości, tak jak i my – są pięknymi, 
   dobrymi kwiatami tego świata… nie zakładajmy im kagańców, uzd, wędzidła, pęt, uprzęży i nie wiadomo czego jeszcze,
   żeby zniewolić, zmitrężyć.. one są dziećmi Boga – niech wzrastają jak dzikie, polne kwiaty (mi tam bardziej łąka się
   podoba,  niż najpiękniejsze, przystrzyżone rabaty 😉
* bo… solą życia jest miłość… i nie ta dodaje smaku grzeczna i ulizana, pokorna i zamknięta w sobie, ale ta rozsiewana, jak
   przyprawa pikantna w smakowitym żywiołu wywarze..
* bo żywa jest tylko ta woda, która jak słowo człowieka porywa: “zatoka lasu zstępuje w rytmie górskich potoków, ten
   rytm przywraca mi ciebie, przedwieczne słowo”
* bo nie ma Boga tam, gdzie jest przymus.. On kocha w człowieku wiarę i wolność i tak samo chce być kochany

to by było najważniejsze, czego ja w Nim, On we mnie :))
Dobranoc..

Dziel się Dobrą Energią
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

I accept the Privacy Policy